środa, 9 lipca 2014

Rozdzial 21 "Znasz sie z Magda, teraz pytam tak na serio?"

            Z końcem października dni stawały się coraz krótsze, a mrok coraz częściej otaczał uśpione i spokojne miasteczko. Choć pogoda nie sprawiała pozytywnego nastroju, Paulina kwitła niczym kwiaty na wiosnę. Wydawało jej się, że wszystko jest na swoim miejscu. Dogadywała się z rodzicami, miała wspaniałą przyjaciółkę i chłopaka, na którym coraz bardziej jej zależało, jednak nie można tego było nazwać idealnym związkiem. Dziewczyna czuła, że czegoś jej brakuje, aczkolwiek nie umiała określić czego. Wiedziała tylko, iż coś jest nie tak. Starała się jednak o tym za dużo nie myśleć, przekonywała się iż tylko sobie coś wmawia.
            W jesienne popołudnie, kiedy słońce chyliło się ku zachodowi Paulina razem z Bartkiem podjechali pod dom nastolatki. Jak co dzień chłopak odwiózł ją po szkole do domu.
- Odwiedzisz mnie jak wrócę? – spytał się brunet spoglądając w oczy Lili. Dwoma palcami odgarnął jej włosy za ucho, po czym krótko pocałował.
- Daj tylko znać, a zrobię ci przyjęcie powitalne – poinformowała blondynka sięgając po swoją torbę.
- Do zobaczenia po weekendzie – krzyknął Bartek przez otwarte drzwi, jak dziewczyna już wysiadła. Licealistka tylko lekko się uśmiechnęła, po czym przymknęła drzwiczki.
            Przez trzy dni miała się nie widzieć z Bartkiem, przez jego nagły wyjazd. Jechał spotkać się z swoją babcią, którą dopadło przeziębienie. Chłopak nie chciał tam jechać, jednak po rozmowie z Paulą i matką stwierdził, że zrobi to tylko dla staruszki, którą szanował. Szesnastolatka chciała mu towarzyszyć, jednak ten ostrym tonem jej to uniemożliwił. Tłumacząc, że innym razem przedstawi ją swojej rodzinie.
            Paulina przeszła przez ścieżkę prowadzącą do domu i otworzyła wejściowe drzwi. W korytarzy zdjęła trampki i kurtkę, którą zawiesiła na miedzianym wieszaku. Pocierając zmarznięte dłonie przeszła do kuchni skąd wydobywał się zapach pieczonego mięsa.
- Hej – blondynka przywitała się ze swoją mamą, która ostrożnie kroiła warzywa przy kuchence.
- O już jesteś… Idealnie. Rozłożysz talerze, dobrze? Tylko dodaj jeden komplet.
- Będziemy mieli gościa? – spytała, opierając się o framugę. Poczuła wibrację w tylnej kieszeni jeansów, wyjęła telefon i odczytała sms.
„Już za tobą tęsknię”
Przygryzła dolną wargę czytając wiadomość od Bartka. Szybko napisała zwrotną wiadomość i schowała telefon z powrotem do kieszeni. Spojrzała się na Sylwię, która wycierając dłonie w zieloną ściereczkę wpatrywała się w swoją córkę.
- Co? – spytała nastolatka.
- Mówiłam do ciebie, jednak chyba nie słuchałaś.
- Przepraszam zamyśliłam się – odparła czując, że się rumieni.
- Mateusz będzie na kolacji. Tata zaprosił go, bo wieczorem podobno jest jakiś mecz.
Paulina poczuła dreszcze słysząc imię chłopaka. Nie widziała się z nim odkąd wyszła ze szpitala, czyli już ponad dwa tygodnie. Choć obiecał jej się odezwać ( byli w końcu umówieni na biegi), nie zrobił tego, a ona nie chciała się upominać. Starała się o nim także nie myśleć, bo wszystkie sytuacje z nim związane nie prowadziły do niczego dobrego. Była z Bartkiem więc nie rozumiała czemu przejmowała się Wojtkiem. To wszystko nie miało sensu.
- A no tak mecz. Rozłożę te talerze za chwilę... – odparła zrezygnowana i skierowała się do siebie do pokoju.
- Paulina ten chłopak co cię przywiózł, to twój kolega? – słysząc to pytanie szesnastolatka zatrzymała się w pół kroku.
- Taaaak – przeciągnęła wypowiedź, szybko wychodząc do siebie.
            Nie miała najmniejszej ochoty kontynuowania tego tematu. Było na to o wiele za wcześnie. Sama nie umiała do końca określić swojej relacji z Bartkiem. Lubiła go nawet bardzo, jednak ciężko było im znaleźć wspólny temat. Najczęściej też robili tylko to co chciał Bartek, jednakże na razie Paulina nie chciała tego zmieniać. A może nie umiała się przeciwstawić.
            Kiedy Lili skończyła rozkładać talerze usłyszał, że do mieszkania wchodzi jej tata, rozmawiający ze swoim towarzyszem. Nie musiała czekać długo, aż usłyszała niski głos Mateusza. Obrała obojętny wyraz twarzy i z blatu kuchennego zabrała miskę z upieczonymi warzywami, bezpiecznie ustawiła ją na stole. Usiadła na swoim miejscu i czekała, aż kolacja dobiegnie końca.
- Dzień dobry proszę pani – Mateusz uprzejmie przywitał się z panią domu.
- Hej. Siadaj, miło nam że do nas przychodzisz. Przynajmniej nie jest tak cicho w domu – zażartowała kobieta.
            Czarnowłosy przeszedł za stół i usiadł naprzeciwko blondynki. Dopiero wtedy raczył na nią spojrzeć. Wcześniej bowiem unikał jej wzroku.
- Hej – powiedział obojętnie zaczynając nakładać sobie jedzenie. Paulina nie odpowiedziała mu tylko zaczęła bawić się bransoletką. Uważała, że po tak długiej ciszy z jego strony może trochę poudawać obrażoną. Z drugiej strony nie miała ochoty z nim rozmawiać, bo wywoływało to w niej sprzeczne emocje. Przez samą siebie myślała, że zwariuje.
            Już po dwudziestu minutach przy stole panował gwar. Rozmowa między trójką dorosłych trwała w najlepsze, tylko jak zwykle Paulina wydawała się nie obecna. Na jej talerzu leżało nietknięte jedzenia, a ona zajęta była odpisywaniem Oli lub Bartkowi. Telefon położony na jej kolanach co chwilę wibrował.
            Mateusz nie potrzebował dużo czasu, aby dostrzec nieobecność i obojętność licealistki. Zauważył także, że nic nie zjadła i to martwiło go najbardziej. Był zły na siebie, że nie pilnował jej tak jak sobie obiecał. Aczkolwiek sytuacja jaka pojawiła się w jego domu wszystko skomplikowała, a on nie miał nawet czasu myśleć o jedzeniu, a co dopiero o Paulinie. Kiedy zaczynał się czwartek on myślami był dopiero przy poniedziałku. Dni ulatywały mu za szybko, przez całe zamieszanie które spowodowała Magda. W jego niebieskich oczach można było wyczytać zmartwienie i zmęczenie.
            Teraz po dwóch tygodniach miał chwilę odpoczynku i dlatego znów przejął się stanem Pauli. Na początku starał się nie reagować na to, iż nastolatka nie je tylko sms’uje, ale po dwudziestu minutach stało się to dla niego irytujące. Szturchnął po stołem nogę dziewczyny, powodując, że podniosła na niego wzrok. On tylko gestem nakazał jej jeść.
            Paulina prychnęła i wróciła do swojego wcześniejszego zajęcia. Miała gdzieś studenta i jego założenia i obietnice. On sam nic nie dotrzymywał to czemu ona by miała. Chłopak zorientował się, że ma tylko jeden sposób aby przywrócić Lili do porządku.
- Proszę państwa muszą państwo wiedzieć, że jak państwa nie było to razem z Pau… - zaczął wypowiedź, ostrożnie wybierając słowa.
            Blondynka spojrzała na niego nagle przerażona. Jej rodzice dalej nie wiedzieli o jej pobycie w szpitalu i była gotowa zrobić wszystko aby tak pozostało. Nie widziała najmniejszej potrzeby, aby o tym wiedzieli. To był jej problem, o którym ten idiota się przez przypadek dowiedział.
- Mamo chciałaś pomalować gabinet, prawda? – Lili wtrąciła się w słowa Mateusza, specjalnie podnosząc głos, by to ona był w centrum uwagi. Starsza kobieta kiwnęła tylko głową, przeżuwając kolacje – Mateusz bardzo ładnie maluje, na pewno będzie miał czas aby narysować jakieś postacie z bajek lub coś takiego.
- Ooo… to bardzo dobrze się składa, bo chcieliśmy dla małego jakiś obrazek na ścianie. Podjąłbyś się tego? W ogóle nie wiedziałem, że malujesz – zagadnął Marek, trzymając w ręce lampkę wina.
- Pewnie czemu nie – odparł student z uśmiechem, po czym zabójczym wzrokiem spojrzał na Paulinę, która potulnie skubała kurczaka na swoim talerzu. Na jej twarzy gościł zwycięski uśmiech.
            Po obiedzie Paulina obiecała posprzątać, aby jej mama mogła chwilę odpocząć. Cała trójka zniknęła w salonie i blondynka sama składała naczynia do zmywarki. Kręcąc się po kuchni nuciła pod nosem nic nieznaczącą melodię.
- Czemu to zrobiłaś? – spytał głos za nią. Szybko się obróciła i znudzonym wzrokiem spojrzała na Mateusza, który usiadł znów przy stole.
- Nie oglądasz meczu? – spytała wracając do swojego poprzedniego zajęcia.
- Jest przerwa. Odpowiedz na moje pytanie – zażądał.
- Czy to takie ważne. Namalujesz kilka gwiazdek, księżyc, chmurkę i będziesz wolny. To się nazywa dobry uczynek, chyba nie wiesz co to, co nie? – wyrzucała z siebie słowa, można było wyczuć, że jest zła.
- Nie chodzi mi o to – odrzekł, powodując, iż Paulina badawczo na niego spojrzała.
- To o co? – miała dość jego podchodów. Za każdym razem kiedy się widzieli inaczej się zachowywał, co coraz bardziej ją denerwowało.
- Olewasz mnie - stwierdził po dłuższej ciszy. Paulina zaczęła się tylko śmiać.
- Olewam cię? Masz coś konkretnego na myśli? Jeżeli uważasz, że będę biegać za tobą z wdzięcznością za to co zrobiłeś to się mylisz. Jest tak jak było przed tym chorym weekendem, nic się nie zmieniło i tak ma pozostać. A wracając do tematu olewania, to ty się nie odzywałeś. Mieliśmy iść biegać, ale jakoś zapomniałeś, co jakoś mnie nie zdziwiło. Domyślam się, że zakładałeś się o inne panny. Mam nadzieję, że mnie to już nie dotyczy, jak widzisz bez ciebie żyję, nie umarłam więc możesz się odpierdolić.
- Od kiedy przeklinasz?
- Od kiedy cię to obchodzi? – oparła dłonie na biodrach i spojrzała w jego niebieskie oczy. Przyglądał się ze spokojem jej twarzy. Paula czując na sobie jego wzrok czuła się skrępowana. Skrytykowała samą siebie, na reakcje swojego ciała.
            Mateusz miał wielką ochotę powiedzieć, że od początku Paulina go obchodzi, lecz wcześniej ugryzł się w język. Obiecał sobie, że przestanie mówić słowa, które mogły by o czymś świadczyć. Kiedy nie widział blondynki dwa tygodnie myślał, że o niej zapomni, że przestanie tak bardzo o niej myśleć. Jednak w każdej wolnej chwili, ( których nie było za dużo) w jego głowie ukazywała się rozmarzona blondynka, która siedziała na pomoście obok niego.
- Wiesz, że mam siostrę, co nie? – zmienił nagle temat. Paulina poczuła nagły chłód w pomieszczeniu, czyżby ktoś otworzył okno?
- Wspominałeś o niej trochę. Ma na imię Magda, co nie? – Paulina zaczęła ostrożnie, bojąc się rozpoczynać ten temat.
- Yhm. Ostatnio trochę z nią rozmawiałem – Nogi pod Pauliną się ugięły. Głos w jej głowie podpowiedział tylko „ już wie, że jesteś do niczego”.- Opowiadałem jej trochę o tym, że pracuję z twoim tatą. Kiedy usłyszała wasze nazwisko, poprosiła mnie aby przekazał ci tą kartkę. Znasz się z Magdą, teraz pytam tak na serio? – jego głos nagle przybrał na sile.
- Jaa… - jąkała się Paulina, aczkolwiek wyciągnęła rękę i wzięła do ręki żółtą zwiniętą kartkę, którą wyciągnął w jej stronę Mateusz. Czy to działo się naprawdę? Magda szukała z nią kontaktu? Co Mateusz jeszcze wie, czy siostra mu o wszystkim opowiedziała?
- Tak myślałem – odparł najwyraźniej wkurzony. – Byłem pewny, że nie jesteś zdolna do takiego kłamstwa, a jednak. Jaki ja byłem głupi! – Puknął się w czoła, a w jego oczach można było wyczytać zawód. – Opowiadałem ci jak się o nią martwię, a ty jej o tym wszystkim mówiłaś, prawda? Mówiłaś, że jej nie znasz.
            Lili czuła miękkie nogi, które za sprawą magicznego powietrza nagle przykleiły się do podłogi. Nie umiała się ruszyć z miejsca. Stała jak zaczarowana i wpatrywała się w Mateusza, który z każdą sekundą robił się coraz bardziej wściekły.
- To nie tak, Mateusz – poczuła, jak łzy zbierają jej się do oczu. W tym momencie jej największym marzeniem, było nie rozpłakanie się przy dwudziestolatku. Każde spotkanie z nim kończyło się fatalnie, tym razem było sto razy gorzej. Jej ułożone życie nagle jakby się posypało. Czy już zawsze kiedy będzie dobrze, będzie pojawiać się Magda i wszystko niszczyć. – Nie znam teraz Magdy, znałam ją kiedyś, ale ona już dawno odeszła – krzyknęła, a pierwsza łza przekroczyła jej powiekę. Szybkim krokiem wyszła z kuchni i przeszła do swojego pokoju, gdzie z hukiem zatrzasnęła drzwi. Tam opadła na ziemię i pozwoliła ujść swoim łzom. W tej chwili brakowało jej Bartka, którego za wszelką cenę chciała przytulić.

***
            Po godzinie dziewiętnastej Ola stwierdziła, że nie ma już najmniejszej ochoty się uczyć, a jedyne o czym marzyła to kąpiel i możliwość pójścia spać.  Z swojego pokoju zabrała rzeczy na przebranie i powolnym krokiem ruszyła w stronę łazienki.
            W mieszkaniu nie było nikogo, oprócz Artura i Bartka, który przyszedł pożyczyć GPS. Ola odkąd Bartek i Paulina byli oficjalnie parą starała się go unikać. Przebywanie w jego otoczeniu, źle na nią działało. Przeszła pod drzwi od toalety gdzie miała idealny widok na drzwi wejściowe przy, których stali chłopacy. Dziewczyna idealnie słyszała też ich rozmowę.
- Na serio to zrobisz? – Artur miał dość zdziwiony głos.
- Czemu by nie? Ona jest za łatwa, wystarczy jeszcze dwa tygodnie, a będzie po sprawie – głos bruneta był pewny siebie, słychać było też jego śmiech.
- Nie przesadzasz trochę stary? Na początku mówiłeś, że ci się podoba…
- Podoba mi się i dlatego jest jeszcze prościej.
- Nie umiesz się opamiętać, po tym co było z Anią, co nie? – spytał zmartwiony Artur.
- Zamknij się, tej idiotki już nie ma. Teraz to ja się bawię. Mówię ci za dwa tygodnie idziemy na imprezę, a ja będę musiał znaleźć jakąś nową dziewczynę. Zniszczę je wszystkie, rozumiesz? – zaśmiał się sarkastycznie. – To taki zabawne.
            Ola pośpiesznie zamknęła się w łazience, nie mogąc tego dalej słuchać. Czyżby Bartkowi chodziło tylko o jedno? Dziewczyna wiedział, że musi ostrzec Paulinę, jednak najbardziej bolało ją to, że ona nigdy nie będzie na miejscu Pauliny, czy Ani… Czy jej każda przyjaciółka musiała wiązać się z tym debilem? Z debilem, którego ona tak bardzo kochała?

 ***
Nie będę przepraszać za nieobecność, bo teraz jestem. Na chwilę, bo znów znikam.
Rozdział beznadziejny. Nie wiem czy będzie kolejny.
Pa